hej :)
jutro wezmę się za pisanie trzeciego rozdziału! Dziś zajmę się wyglądem, a wczoraj zrobiłam zwiastun, który znajdziecie TUTAJ. enjoy! xxx
"kiss me hard before you go"
niedziela, 16 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
rozdział drugi.
( - plan jest taki...)
- Zamieniam się w słuch.
- Chciałbym pokazać Lilly jak bardzo ją kocham. Ale nie wiem jak. Mój pomysł jest idiotyczny. Chciałbym się jej oświadczyć.
- A nie sądzisz, że to troszkę za wcześnie?
- Nie, a dlaczego?
- Nie, nic...
- To jak? Myślisz, że ona się zgodzi.
- Tak, kocha cię całym sercem, nie ma mowy o odmowie. - odpowiedziałam smutno.
- Coś się stało?
- Właściwie to tak... - schowałam twarz w dłonie. David przybliżył się, objął ramieniem, a ja łzy cisnęły się do oczu. Nie pytał, potrzebowałam tego, aby ktoś nie zadawał pytań.
- Znasz moją historię? - mówiłam przez płacz.
- Tak.
- Wspomnienia wróciły. To wszystko. Całe zło. - pogłaskał mnie po głowie.
- Nigdy już nie będzie dobrze. On wie za dużo. Wie gdzie jestem, co robię, śledzi każdy mój ruch, czuję to. - łkałam.
- Spójrz na mnie. Kochanie, masz mnie i Lilly, nie zapominaj o tym, dobrze? Zawsze jesteśmy z tobą, o każdej porze dnia i nocy.
- Boję się, że zrobi mi coś.
- Czy ty mnie słuchasz?
- Owszem.
- To zrozum, że nie możesz się poddawać, jesteś silna, jesteś żołnierzem, który walczy o szczęście. Jesteś wojownikiem.
- Który zginął.
- Masz pancerz, nie można przez niego się przebić. Twój strach jest w twojej głowie. Mam dla ciebie propozycję. Zapiszmy cię do psychologa...
- Nie, nie chcę znów trafić w swoje umysłowe więzienie. Kiedy rozmawiam z tamtymi ludźmi, nie potrafię powiedzieć wszystkiego. Nie rób mi tego.
- Dobrze. Ale obiecaj, że wszystko będziesz nam mówić.
- Przysięgam. - powiedziałam cicho, i przytuliłam mocno Davida. - Dziękuję za to, co dla nas robisz.
- Kocham was. Nie przestanę nigdy. - Uśmiechnęłam się.
- Realizujemy twój plan od jutra? - zapytałam
- Okej, a teraz chodźmy już spać.
Wstałam, i będąc już przy drzwiach do pokoju Lil i mojego, obróciłam się i szepnęłam - dobranoc.
Szatyn podniósł kąciki ust i powtórzył po mnie. Widziałam tylko jak rozkłada kanapę, później zniknęłam w ciemnym pomieszczeniu. Położyłam się na miękkim łóżku, i zaczęłam codzienne rozmyślania "co byłoby gdyby".. No właśnie. Jeżeli moi rodzice żyliby jeszcze? Moje życie byłoby zupełnie inne. W pozytywnym sensie. Może nie znałabym Kierana, może wszystko byłoby inne. Ale na pewno nie gorsze. Każdy żywot jest piękny na swój sposób. Mam swoją Lilly, swojego Davida, i marzenia, i będę dążyć do ich spełnienia. Bo po to właśnie jest nadzieja, która umiera ostatnia. Kiedy już nie mam na nic siły, włączam ulubioną muzykę, słucham i mam nadzieję. Nadzieję, która wszystko zmienia, dzięki niej jestem tu, i myślę. Żyję, oddycham. Wierzę, że kiedyś wszystko się ułoży, od czegoś mam przyjaciół. Więc to jest piękne, fantastyczne, że mogę rozmyślać, każdego dnia wstać, obudzić się, z nową siłą, by walczyć o lepsze jutro. To sprawia, że nie tylko egzystuję, ale jestem. Każdy płacze, każdy cierpi, nie zawsze Bóg robi wszystko po naszej myśli. Ale gdyby wszystko byłoby idealne.. To po co to wszystko? Po co marzenia, kiedy wszystko się ma? To byłoby bez sensu. Dlatego cieszmy się tym, co mamy. Miliony ludzi umiera, ma wiele chorób, które nie pozwalają im normalnie funkcjonować, ale chciałyby żyć. Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Ludzie popełniają samobójstwa, ale kiedy jest już za późno mogą zachcieć znów żyć. I co wtedy? Zostawiając już filozofię, zasnęłam.
Koło ósmej obudziłam się, wtulona w pościel, tak, jakbym przytulała dobrze zbudowanego mężczyznę. Po kilku minutach podeszłam do szafy, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę, i założyłam białą bluzę, oraz czarne rurki. Nic specjalnego, a jednak coś. Zrobiłam szybki makijaż, i opuściłam to pomieszczenie. Osowiale poszłam do kuchni. Tam czekali Lilly i David, ze śniadaniem przygotowanym dla mnie.
- Cześć kochana - przywitali mnie wspólnie.
- Dzień dobry.
- Mamy dla ciebie niespodziankę, ale to po śniadaniu. A teraz jedz. - podsunęli mi talerz z kanapkami pod nos.
___________
no i jest rozdział numer dwa :)
postarałam się go napisać jak najszybciej i mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :)
- Zamieniam się w słuch.
- Chciałbym pokazać Lilly jak bardzo ją kocham. Ale nie wiem jak. Mój pomysł jest idiotyczny. Chciałbym się jej oświadczyć.
- A nie sądzisz, że to troszkę za wcześnie?
- Nie, a dlaczego?
- Nie, nic...
- To jak? Myślisz, że ona się zgodzi.
- Tak, kocha cię całym sercem, nie ma mowy o odmowie. - odpowiedziałam smutno.
- Coś się stało?
- Właściwie to tak... - schowałam twarz w dłonie. David przybliżył się, objął ramieniem, a ja łzy cisnęły się do oczu. Nie pytał, potrzebowałam tego, aby ktoś nie zadawał pytań.
- Znasz moją historię? - mówiłam przez płacz.
- Tak.
- Wspomnienia wróciły. To wszystko. Całe zło. - pogłaskał mnie po głowie.
- Nigdy już nie będzie dobrze. On wie za dużo. Wie gdzie jestem, co robię, śledzi każdy mój ruch, czuję to. - łkałam.
- Spójrz na mnie. Kochanie, masz mnie i Lilly, nie zapominaj o tym, dobrze? Zawsze jesteśmy z tobą, o każdej porze dnia i nocy.
- Boję się, że zrobi mi coś.
- Czy ty mnie słuchasz?
- Owszem.
- To zrozum, że nie możesz się poddawać, jesteś silna, jesteś żołnierzem, który walczy o szczęście. Jesteś wojownikiem.
- Który zginął.
- Masz pancerz, nie można przez niego się przebić. Twój strach jest w twojej głowie. Mam dla ciebie propozycję. Zapiszmy cię do psychologa...
- Nie, nie chcę znów trafić w swoje umysłowe więzienie. Kiedy rozmawiam z tamtymi ludźmi, nie potrafię powiedzieć wszystkiego. Nie rób mi tego.
- Dobrze. Ale obiecaj, że wszystko będziesz nam mówić.
- Przysięgam. - powiedziałam cicho, i przytuliłam mocno Davida. - Dziękuję za to, co dla nas robisz.
- Kocham was. Nie przestanę nigdy. - Uśmiechnęłam się.
- Realizujemy twój plan od jutra? - zapytałam
- Okej, a teraz chodźmy już spać.
Wstałam, i będąc już przy drzwiach do pokoju Lil i mojego, obróciłam się i szepnęłam - dobranoc.
Szatyn podniósł kąciki ust i powtórzył po mnie. Widziałam tylko jak rozkłada kanapę, później zniknęłam w ciemnym pomieszczeniu. Położyłam się na miękkim łóżku, i zaczęłam codzienne rozmyślania "co byłoby gdyby".. No właśnie. Jeżeli moi rodzice żyliby jeszcze? Moje życie byłoby zupełnie inne. W pozytywnym sensie. Może nie znałabym Kierana, może wszystko byłoby inne. Ale na pewno nie gorsze. Każdy żywot jest piękny na swój sposób. Mam swoją Lilly, swojego Davida, i marzenia, i będę dążyć do ich spełnienia. Bo po to właśnie jest nadzieja, która umiera ostatnia. Kiedy już nie mam na nic siły, włączam ulubioną muzykę, słucham i mam nadzieję. Nadzieję, która wszystko zmienia, dzięki niej jestem tu, i myślę. Żyję, oddycham. Wierzę, że kiedyś wszystko się ułoży, od czegoś mam przyjaciół. Więc to jest piękne, fantastyczne, że mogę rozmyślać, każdego dnia wstać, obudzić się, z nową siłą, by walczyć o lepsze jutro. To sprawia, że nie tylko egzystuję, ale jestem. Każdy płacze, każdy cierpi, nie zawsze Bóg robi wszystko po naszej myśli. Ale gdyby wszystko byłoby idealne.. To po co to wszystko? Po co marzenia, kiedy wszystko się ma? To byłoby bez sensu. Dlatego cieszmy się tym, co mamy. Miliony ludzi umiera, ma wiele chorób, które nie pozwalają im normalnie funkcjonować, ale chciałyby żyć. Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Ludzie popełniają samobójstwa, ale kiedy jest już za późno mogą zachcieć znów żyć. I co wtedy? Zostawiając już filozofię, zasnęłam.
Koło ósmej obudziłam się, wtulona w pościel, tak, jakbym przytulała dobrze zbudowanego mężczyznę. Po kilku minutach podeszłam do szafy, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę, i założyłam białą bluzę, oraz czarne rurki. Nic specjalnego, a jednak coś. Zrobiłam szybki makijaż, i opuściłam to pomieszczenie. Osowiale poszłam do kuchni. Tam czekali Lilly i David, ze śniadaniem przygotowanym dla mnie.
- Cześć kochana - przywitali mnie wspólnie.
- Dzień dobry.
- Mamy dla ciebie niespodziankę, ale to po śniadaniu. A teraz jedz. - podsunęli mi talerz z kanapkami pod nos.
___________
no i jest rozdział numer dwa :)
postarałam się go napisać jak najszybciej i mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :)
środa, 12 czerwca 2013
rozdział pierwszy.
"Finally, there is the way it should be."
Odblokowałam klawisze, i to, co zobaczyłam (a raczej czego nie zobaczyłam) przeraziło mnie troszeczkę. Żadnego smsa, żadnego połączenia, żadnego przypomnienia czy też budzika. Na wyświetlaczu widniała tylko godzina, data, oraz Kieran. Mam jakąś chorobę? Ale przecież wyraźnie słyszałam, że telefon wydał z siebie dźwięk. Odłożyłam go na jedną z wielu poduszek, podeszłam do pięknej, ręcznie zdobionej szafy, wyjęłam z niej rozciągniętą, popielatą bluzkę; krótkie, różowe spodenki; biały, przyjemny w dotyku szlafrok; grube skarpetki i udałam się do łazienki. To jedno z najpiękniejszych pomieszczeń w kawalerce. Dość duże, śnieżnobiałe lustro, które stało po lewej stronie od wejścia, mały, lecz przytulny prysznic i umywalka. Wracając do przedmiotu, które odbijało wszystko co się działo w łazience, przymocowane było nad toaletką, na której stało mnóstwo kosmetyków, flakonów, po drogich perfumach, oraz kilka ręczników. Położyłam moje odzienie na krzesełku, i zaczęłam powoli zdejmować moją krwistoczerwoną bluzę z kapturem, i parę ulubionych białych rurek. Ich miejsce znalazło się w kącie. Zdarłam bieliznę, i wskoczyłam do kabiny. Sięgnęłam po płyn, o zapachu brzoskwini. Namydliłam swoje ciało, a po kilku minutach pozwoliłam wodzie spływać kaskadami po ciele. Przy spłukiwaniu, poświęciłam uwagę moim starym, bo kilkuletnim bliznom na udach. Wszystkie złe wspomnienia wróciły z prędkością światła. Przypomniałam sobie, jak siedziałam kilka miesięcy w psychiatryku, kiedy to nie chciałam nikogo znać, chciałam zrobić sobie krzywdę. Dziękuję Lilly, że zapisała mnie do psychologa, który skierował na dalszą terapię. Nigdy nie wybaczę człowiekowi, który zabił moich rodziców.
Zamyślona wyszłam spod prysznica, ubrałam się w piżamę, zabrałam ciuchy leżące pod umywalką, i w pośpiechu opuściłam duszne pomieszczenie.
Po wyjściu ze szpitala dla ludzi umysłowo chorych, poznałam Kierana. On pomógł mi na nowo się uśmiechać. Dzięki Niemu Wright poznała Davida, ponieważ kiedyś byli kumplami. Rok temu Kieran zaczął zajmować się bardziej profesjonalnie śpiewem, i zaniedbał nas. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo Go kocham. Tęsknota zaczęła mnie zabijać. Pewnego dnia zadzwoniłam do Niego, zapytałam "jak leci", niestety On powiedział, że mnie nie pamięta, nie wie kim jestem. Kilka osób powtarza mi, że muszę przestać myśleć o Nim, ale to silniejsze ode mnie. W snach często widuję Jego piękne oczy, a przed snem wyobrażam sobie rozmowy, które chciałabym przeżyć.
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. "Lilly calls". Ucieszyłam się niezmiernie, że wreszcie da jakiś znak życia. Odebrałam i uradowana usłyszałam głos... Davida!
- Dobry wieczór Jade. Tu David.
- Ccco? Rodriquez? Jak to się stało, że masz numer Lilly?
- Jestem tu z nią.
Zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, partner mojej najlepszej przyjaciółki przyjechał do niej kilkaset kilometrów!
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie, a dlaczego miałbym to zrobić?
- Przyjedźcie, proszę, chcę cię uściskać. - zmieniłam szybko temat.
- Jesteśmy pod domem, otwórz drzwi.
Zerwałam się na równe nogi i popędziłam do drzwi. Spojrzałam w lustro - "Jejciu, jak ja wyglądam?" - pomyślałam. Wzięłam kilka głębokich oddechów, odkluczyłam i otworzyłam białe wrota. Ujrzałam Davida i Lilly.
- Najlepsza rzecz na poprawę humoru, to widok Was trzymających się za ręce. wejdźcie proszę. - gestem dłoni wskazałam przedpokój.
- A dla nas widok ciebie bez makijażu. - powiedziała dziewczyna, i wszyscy się zaśmialiśmy.
Zaczęli zdejmować buty, a ja poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Nie przejmowałam się nimi, ponieważ Lil też tu mieszkała, a chłopak czuł się jak u siebie. Po zalaniu wrzątkiem napojów, zaniosłam je do salonu i położyłam na czarnym stoliku.
Zanim nasz gość usiadł powiedziałam, żeby mnie przytulił. Tak zrobił. Zaciągnęłam się jego perfumami, a głowę wtuliłam w ramię. Kiedy się oderwaliśmy od siebie, w trójkę usiedliśmy na kanapie. Ja zaczęłam rozmowę.
- Dlaczego przyjechałeś? Nie żebym się nie cieszyła, ale raczej dziwiła.
- Mam wolne w szkole, i uzbierało się trochę pieniędzy na przelot, no i jestem.
- To kochane z twojej strony.
- To wszystko dla mojej ukochanej. - powiedział, a Lilly się zaczerwieniła.
Przez kilka sekund milczeliśmy, a David przyglądał się ścianie.
- Na co tak patrzysz? - odezwała się Wright.
- Na zdjęcie. Ładnie wyszłyście słoneczka.
Spojrzałyśmy na siebie, a po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dziękujemy. - mówiłyśmy, mając - mówiąc bardzo potocznie - banana na twarzy.
Wypiliśmy swoje kawy, porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem Lilly poszła spać. Była bardzo zmęczona, miałyśmy ciężki dzień w szkole.
- Możesz nie mówić nic blondi?
- Mnie możesz ufać.
- Mam dla niej wielką niespodziankę, ale nie wiem, czy nie ośmieszę się przed nią.
- Powiesz jaśniej, czy masz zamiar bawić się ze mną w kalambury?
- Plan jest taki...
____________
no i jest pierwszy rozdział! :)
przepraszam, że czekaliście tak długo, ale miałam wycieczkę klasową, a w dodatku kilka godzin prób na przedstawienie, i po prostu nie miałam czasu. Obiecuję poprawę :).
Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, wejdźcie w zakładkę "Informowani" i zapiszcie się (informuję tylko na Tumblrze i Twitterze).
Przepraszam za błędy, jeśli takie się pojawiły.
Odblokowałam klawisze, i to, co zobaczyłam (a raczej czego nie zobaczyłam) przeraziło mnie troszeczkę. Żadnego smsa, żadnego połączenia, żadnego przypomnienia czy też budzika. Na wyświetlaczu widniała tylko godzina, data, oraz Kieran. Mam jakąś chorobę? Ale przecież wyraźnie słyszałam, że telefon wydał z siebie dźwięk. Odłożyłam go na jedną z wielu poduszek, podeszłam do pięknej, ręcznie zdobionej szafy, wyjęłam z niej rozciągniętą, popielatą bluzkę; krótkie, różowe spodenki; biały, przyjemny w dotyku szlafrok; grube skarpetki i udałam się do łazienki. To jedno z najpiękniejszych pomieszczeń w kawalerce. Dość duże, śnieżnobiałe lustro, które stało po lewej stronie od wejścia, mały, lecz przytulny prysznic i umywalka. Wracając do przedmiotu, które odbijało wszystko co się działo w łazience, przymocowane było nad toaletką, na której stało mnóstwo kosmetyków, flakonów, po drogich perfumach, oraz kilka ręczników. Położyłam moje odzienie na krzesełku, i zaczęłam powoli zdejmować moją krwistoczerwoną bluzę z kapturem, i parę ulubionych białych rurek. Ich miejsce znalazło się w kącie. Zdarłam bieliznę, i wskoczyłam do kabiny. Sięgnęłam po płyn, o zapachu brzoskwini. Namydliłam swoje ciało, a po kilku minutach pozwoliłam wodzie spływać kaskadami po ciele. Przy spłukiwaniu, poświęciłam uwagę moim starym, bo kilkuletnim bliznom na udach. Wszystkie złe wspomnienia wróciły z prędkością światła. Przypomniałam sobie, jak siedziałam kilka miesięcy w psychiatryku, kiedy to nie chciałam nikogo znać, chciałam zrobić sobie krzywdę. Dziękuję Lilly, że zapisała mnie do psychologa, który skierował na dalszą terapię. Nigdy nie wybaczę człowiekowi, który zabił moich rodziców.
Zamyślona wyszłam spod prysznica, ubrałam się w piżamę, zabrałam ciuchy leżące pod umywalką, i w pośpiechu opuściłam duszne pomieszczenie.
Po wyjściu ze szpitala dla ludzi umysłowo chorych, poznałam Kierana. On pomógł mi na nowo się uśmiechać. Dzięki Niemu Wright poznała Davida, ponieważ kiedyś byli kumplami. Rok temu Kieran zaczął zajmować się bardziej profesjonalnie śpiewem, i zaniedbał nas. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo Go kocham. Tęsknota zaczęła mnie zabijać. Pewnego dnia zadzwoniłam do Niego, zapytałam "jak leci", niestety On powiedział, że mnie nie pamięta, nie wie kim jestem. Kilka osób powtarza mi, że muszę przestać myśleć o Nim, ale to silniejsze ode mnie. W snach często widuję Jego piękne oczy, a przed snem wyobrażam sobie rozmowy, które chciałabym przeżyć.
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. "Lilly calls". Ucieszyłam się niezmiernie, że wreszcie da jakiś znak życia. Odebrałam i uradowana usłyszałam głos... Davida!
- Dobry wieczór Jade. Tu David.
- Ccco? Rodriquez? Jak to się stało, że masz numer Lilly?
- Jestem tu z nią.
Zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, partner mojej najlepszej przyjaciółki przyjechał do niej kilkaset kilometrów!
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie, a dlaczego miałbym to zrobić?
- Przyjedźcie, proszę, chcę cię uściskać. - zmieniłam szybko temat.
- Jesteśmy pod domem, otwórz drzwi.
Zerwałam się na równe nogi i popędziłam do drzwi. Spojrzałam w lustro - "Jejciu, jak ja wyglądam?" - pomyślałam. Wzięłam kilka głębokich oddechów, odkluczyłam i otworzyłam białe wrota. Ujrzałam Davida i Lilly.
- Najlepsza rzecz na poprawę humoru, to widok Was trzymających się za ręce. wejdźcie proszę. - gestem dłoni wskazałam przedpokój.
- A dla nas widok ciebie bez makijażu. - powiedziała dziewczyna, i wszyscy się zaśmialiśmy.
Zaczęli zdejmować buty, a ja poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Nie przejmowałam się nimi, ponieważ Lil też tu mieszkała, a chłopak czuł się jak u siebie. Po zalaniu wrzątkiem napojów, zaniosłam je do salonu i położyłam na czarnym stoliku.
Zanim nasz gość usiadł powiedziałam, żeby mnie przytulił. Tak zrobił. Zaciągnęłam się jego perfumami, a głowę wtuliłam w ramię. Kiedy się oderwaliśmy od siebie, w trójkę usiedliśmy na kanapie. Ja zaczęłam rozmowę.
- Dlaczego przyjechałeś? Nie żebym się nie cieszyła, ale raczej dziwiła.
- Mam wolne w szkole, i uzbierało się trochę pieniędzy na przelot, no i jestem.
- To kochane z twojej strony.
- To wszystko dla mojej ukochanej. - powiedział, a Lilly się zaczerwieniła.
Przez kilka sekund milczeliśmy, a David przyglądał się ścianie.
- Na co tak patrzysz? - odezwała się Wright.
- Na zdjęcie. Ładnie wyszłyście słoneczka.
(zdjęcie wiszące na ścianie)
Spojrzałyśmy na siebie, a po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dziękujemy. - mówiłyśmy, mając - mówiąc bardzo potocznie - banana na twarzy.
Wypiliśmy swoje kawy, porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem Lilly poszła spać. Była bardzo zmęczona, miałyśmy ciężki dzień w szkole.
- Możesz nie mówić nic blondi?
- Mnie możesz ufać.
- Mam dla niej wielką niespodziankę, ale nie wiem, czy nie ośmieszę się przed nią.
- Powiesz jaśniej, czy masz zamiar bawić się ze mną w kalambury?
- Plan jest taki...
____________
no i jest pierwszy rozdział! :)
przepraszam, że czekaliście tak długo, ale miałam wycieczkę klasową, a w dodatku kilka godzin prób na przedstawienie, i po prostu nie miałam czasu. Obiecuję poprawę :).
Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, wejdźcie w zakładkę "Informowani" i zapiszcie się (informuję tylko na Tumblrze i Twitterze).
Przepraszam za błędy, jeśli takie się pojawiły.
niedziela, 2 czerwca 2013
prolog.
Usłyszałam ciche kliknięcie drzwiami. Tak drzwi zamykała tylko Lilly. Wyciągnęłam mój niebieski notatnik formatu A4 z wielkiego, śnieżnobiałego biurka, które stało kilka kroków od mojego łóżka. Otworzyłam go kilka stron przed końcem, przekartkowałam, i znalazłam to, czego szukałam. Niedokończona rozprawka o wojnie. Wzięłam swój ulubiony czarny długopis, i zaczęłam kreślić zdania. Chciałam dostać w miarę dobrą ocenę. Nie byłam najlepsza, jeśli chodzi o szkołę. Byłam oporna na naukę, zbyt duża jej ilość przyprawiała mnie o migreny, bezsenność, i inne takie nieprzyjemności. Lil za to miała to kompletnie gdzieś. Nigdy nie siedziała przy książkach, a dostawała czwórki, co w zupełności ją satysfakcjonowało. Po piętnastu minutach kończyłam moje niezbyt ciekawe wywody na temat bitew. Po dziesiątej zadzwonił do mnie David. Z wytrzeszczem oczu nacisnęłam zieloną słuchawkę, co umożliwiło mi rozmowę z Rodriquezem.
- Wiesz, gdzie jest Lils? Nie mogę się do Niej dodzwonić.
- Wyszła na zakupy, powinna niedługo wrócić. Wiesz jak ona...
- Kocha zakupy.
- Dokładnie.
- Dobra, dziękuję za informację. - westchnął głośno
- Nie martw się, przekażę jej, że dzwoniłeś.
- Dziękuję.
Rozłączyłam się. Fakt, bardzo dziwiło mnie, że Lilly jeszcze nie wróciła. Przecież wyszła tylko po bułki, aby jutro rano mieć co zjeść. Wykręciłam szybko jej numer, a po chwili już łączyło mnie z jej komórką. Niestety, nie odebrała. Spróbowałam jeszcze kilka razy, za każdym włączała mi się poczta głosowa. Bałam się. Czasami nie wracała na parę dni, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby nie rozmawiała w tym czasie z Davidem. Usłyszałam krótką melodię dobiegającą z mojego telefonu.
_______________
dziękuję za przeczytanie prologu! mam nadzieję, że się podoba. chociaż pod przedstawieniem postaci nie było komentarzy, wstawiam :)
jeżeli pojawiły się błędy, przepraszam.
staram pisać się czysto i przejrzyście, bez błędów językowych, stylistycznych, ortograficznych i interpunkcyjnych.
proszę i kilka komentarzy, nie ważne czy to pozytywne, czy też negatywne.
- Wiesz, gdzie jest Lils? Nie mogę się do Niej dodzwonić.
- Wyszła na zakupy, powinna niedługo wrócić. Wiesz jak ona...
- Kocha zakupy.
- Dokładnie.
- Dobra, dziękuję za informację. - westchnął głośno
- Nie martw się, przekażę jej, że dzwoniłeś.
- Dziękuję.
Rozłączyłam się. Fakt, bardzo dziwiło mnie, że Lilly jeszcze nie wróciła. Przecież wyszła tylko po bułki, aby jutro rano mieć co zjeść. Wykręciłam szybko jej numer, a po chwili już łączyło mnie z jej komórką. Niestety, nie odebrała. Spróbowałam jeszcze kilka razy, za każdym włączała mi się poczta głosowa. Bałam się. Czasami nie wracała na parę dni, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby nie rozmawiała w tym czasie z Davidem. Usłyszałam krótką melodię dobiegającą z mojego telefonu.
_______________
dziękuję za przeczytanie prologu! mam nadzieję, że się podoba. chociaż pod przedstawieniem postaci nie było komentarzy, wstawiam :)
jeżeli pojawiły się błędy, przepraszam.
staram pisać się czysto i przejrzyście, bez błędów językowych, stylistycznych, ortograficznych i interpunkcyjnych.
proszę i kilka komentarzy, nie ważne czy to pozytywne, czy też negatywne.
sobota, 1 czerwca 2013
postaci.
Jade Loudshoot
ur. 21 czerwca 1996 r. (17 lat)
mieszka pod Londynem, ze swoją przyjaciółką Lilly. Uwielbia szaleć, lecz z umiarem. Zakochana po uszy w Kieranie. Ma talent do śpiewania i właśnie dzięki temu zostanie zauważona i spełni marzenia. Słucha popu i lekkiego rocka. Lubi jeść. Dorabia w fast-foodzie, co się później zmieni.
Lilly Wright
ur. 28 listopada 1996 r. (17 lat)
Mieszka w kawalerce z Jade. Nienawidzi chodzić do klubów, woli bawić się w domu. Ma chłopaka za granicą - Davida. Jest tancerką. Słucha Nirvany. Bywa wredna, lecz z reguły jest przyjacielska. Jest na wiecznej diecie.
David Rodriquez
ur. 3 stycznia 1995 r.
Musiał wyjechać do Niemczech, z powodów rodzinnych. Jest z Lilly od 9 miesięcy. Zawsze uśmiechnięty, i chętny do pomocy. Ma wiele znajomości.
Kieran Lemon
ur. 27 kwietnia 1992 r.
Mieszka w Londynie. Śpiewa w zespole, co umożliwia mu więcej szaleństwa. Jest singlem, który skrywa w sobie wiele tajemnic. Twierdzi, że jego życie już minęło. Jest osoba, która zmieni jego światopogląd.
*kliknij w obrazek, aby powiększyć*
***
przepraszam za błędy, jeśli takowe się pojawiły.
strona "postaci" będzie odświeżana! post nie!
rozdziały będę starała dodawać się jak najczęściej, zobaczymy jak z weną :)
proszę o 2 komentarze na zachętę, co Wy na to? xxx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








